Nadawanie dalszego biegu historii – Frédéric Petit

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on email
Email

Frédéric Petit, Deputowany Francuzów mieszkających za granicą (Niemcy, EuropaŚrodkowa, Bałkany)

Nasze ziemie stanowią żyzny grunt dla destrukcyjnych narracji historycznych. Takienarracje zdarzały się w przeszłości, aobecnie tu i ówdzie następuje ichreaktywacja. Jako parlamentarzysta wybrany głosami Francuzów mieszkającychw szesnastu krajach Europy Środkowej i Bałkanów, w przeważającej części osóbopodwójnej narodowości i podwójnej kulturze, pragnę przypomnieć — w szczególności moim przyjaciołom parlamentarzystom z Francji, Polski, Niemiec oraz wszystkich innych krajów składających się na mój okręg wyborczy — jakzabójcze potrafią być takie tendencyjne narracje.

Ostatnimi czasy w Europie rozgorzała ponownie batalia o pamięć: przywódcy polityczni obrzucają się obelgami, wyrywając wydarzenia z kontekstu, pozbawiając historię jej naukowych reguł, dając pożywkę nieraz surrealistycznym narracjom,którym jednocześnie nadają pozory obiektywizmu — jak to zrobili właśnie niektórzy przedstawiciele władz rosyjskich. Czasami zresztą czynią to w imię przeciwstawiania się dezinformacji i walki z nią…

Niedawne postawienie znaku równości pomiędzy „Układem Monachijskim” a „krwią milionów obywateli radzieckich”, jaką miały na rękach „trzy diaboliczne reżimy”,jest nie do przyjęcia (fakt, że nie wspomniano o Włoszech, wiele zresztą mówio tym, jak wygląda niezależność rozumowania od zagadnień bieżących…). Skrajnieszokujące są również oskarżenia o zmowę, do jakiej miałoby dojść między Polskąa nazistowskimi Niemcami, czy lekceważenie paktu Ribbentrop-Mołotow.

Historia jest nauką. Trzeba ją pozostawić historykom, nawet jeżeli oni sami nie zgadzają się między sobą. W demokracji trzeba również zapewnić historykomśrodki i niezależność niezbędne do prowadzenia badań — nie tylko w formie finansowania, ale przede wszystkim poprzez akceptację zasady, wedle którejwszelkich ocen dokonują wyłącznie naukowcy. W tej dziedzinie, podobnie jak we wszystkich innych dziedzinach nauki, politycy mają zapewnić swobodę prowadzeniabadań oraz środki dające niezależność, nie mogą zaś na te badania wpływać.

Z kolei na poziomie społeczeństw pewne narracje historyczne są podtrzymywane po to, by ułatwiać współżycie społeczne. Te „narracje pamięciowe” nie podlegają zasadom i obiektywizmowi naukowemu, lecz zostały w mniejszym lub większymstopniu utrwalone przez tradycje, a czasami podyktowane okolicznościami. Nie czyni ich to jednak mniej użytecznymi. Przykładowo: niewielu Niemców mieszkaobecnie nad „Niemnem/Memlem” czy nad „Adygą/Etsch”; nie ma już dziś Francuzów, którym „okrutni żołnierze” poderżnęliby „w ich ramionach” gardła ich „synom i żonom”, nie ma też „nieczystej krwi”; to nie przez marsz „z ziemiwłoskiej do Polski” Polacy odzyskali trzydzieści lat temu niepodległość „łącząc sięz narodem”.

A jednak nasze hymny są dla nas czymś niezbędnym…

Jednak istnieje pewna droga pomiędzy destrukcyjnymi narracjami a zapomnieniemczy obojętnością, które grożą naszym młodym pokoleniom, jak słusznie przypomniał polski premier Mateusz Morawiecki w swej długiej odpowiedziskierowanej do prezydenta Putina.

Ta droga to pokojowa narracja historyczna, która pozwala budować i wspólnie rozwijać różniące się między sobą społeczeństwa, która doprowadziła po wojnie do utworzenia Unii Europejskiej, a następnie, po upadku komunizmu, do jej rozszerzenia. Mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana, aby umożliwić dalszą integrację na Bałkanach, gdzie pełno jest sprzecznych narracji.

Aby podążać tą drogą, trzeba przyjąć trzy zasady: po pierwsze podział władzy między nauką a polityką; po drugie rozdzielenie „emocji” narodowych od otwartego na współpracę „rozumu”; i wreszcie: pragnienie pojednania.

Odpowiedzmy sobie wszyscy szczerze, na jakim jesteśmy etapie, nie próbując wskazywać „tego złego” ani określać, kim są „ci dobrzy”. Na jakim etapie są naszespołeczeństwa, tak odmienne, a przecież tak zjednoczone, które jako parlamentarzyści staramy się reprezentować? Na jakim etapie są nasze społeczeństwa, jeśli chodzi o europejską narrację historyczną będącą źródłem współpracy?

Francja i Niemcy opracowały wspólny podręcznik historii, który zaczyna byćstosowany. Na co czekamy, by go rozszerzyć — w szczególności o kraje EuropyŚrodkowej i Bałkanów?

Ogromny wysiłek, jaki podjęła Francja w okresie pięcioletnich obchodów setnejrocznicy I Wojny Światowej, organizowanych od Sarajewa po Verdun, w tym w Rumunii i Serbii, aż po ogólnoświatowe upamiętnienie 11 listopada 2018 roku,wykazał, że wojownicze i pozornie niepozwalające na ustępstwa narracje mogą również ulec transformacji. Bardziej powszednim i zapewne trwałym tego przykładem są coraz częstsze wspólne obchody 11 listopada i Volkstrauertag organizowane przez władze francuskie i niemieckie. Widzę już piękne inicjatywy tego rodzaju na Bałkanach i liczę na powstawanie kolejnych…

Rosyjskie władze mogłyby znaleźć tu źródło inspiracji przygotowując się do obchodów 75. rocznicy Dnia Zwycięstwa zaplanowanych na 9 maja (na które przyjazd planuje Prezydent Francji), włączając weń inne narody, a nie jedynie je zapraszając. Jestem pewien, że wszystkie kraje Unii Europejskiej byłyby gotowe na podjęcie takiej inicjatywy pod nadzorem autorytetównaukowych, o ile spotkanie różnych narracji przebiegałoby w przyjaznej atmosferze.

Przypomina mi się tu pewna anegdota. Nawiązuje ona zarówno do słusznegozarzutu formułowanego czasem wobec Polski, w myśl którego nie posiada onapolityki rosyjskiej i nie zajmuje przynależnego jej miejsca w polityce europejskiej wobec Rosji, jak i do równie słusznego zarzutu pod adresem Francji o nadmierną ugodowość względem Putina spowodowaną tym, że Francja nigdy nie zaznałarosyjskiej okupacji. W zeszłym roku zorganizowałem kilka wspólnych spotkań

otwartych z przedstawicielami samorządów lokalnych krajów, które obejmuje mój okręg wyborczy. Podczas jednego z tych spotkań padło pytanie o to, dlaczego Polska sprawia czasem wrażenie ulegania pierwotnej rusofobii. Odpowiedziudzieliła moja przyjaciółka, będąca polskim samorządowcem. Najpierw powiedziałao uzasadnionych i historycznych podstawach takich obaw, a następnie do swojego francuskiego rozmówcy skierowała następujące słowa:

„Ale tak jak nie możecie zrozumieć naszych obaw, ponieważ nie zaznaliścieokupacji rosyjskiej, tak nie możecie zrozumieć mojej miłości i podziwu dla Rosji, dla jej kultury, dla jej języka, dla wielu przyjaciół, których mam w tym wielkimkraju”. Dodam, że moja przyjaciółka doświadczyła życia na uchodźstwie przedpowrotem po 1990 roku…

Chrońmy naszych historyków i naukowców, wspierajmy ich badania, nawet jeśli wywołują w nas smutek lub poczucie zagubienia. Jako politycy nie promujmykłamstw historycznych czy półprawd; starajmy się tworzyć grunt pod dialog naszychnarracji, upamiętniajmy przeszłość wspólnie, by z pełną pokorą rozumieć i przekazywać ją dalej.

Naszą rolą nie jest osądzanie historii, ale nadawanie jej dalszego biegu i jej wzbogacanie.

Frédéric Petit

Pour aller plus loin